Uwielbiałam film Bridget Jones. Ba! Nawet rok temu – kiedy nie miałam jeszcze pojęcia, że napiszę książkę – spacerowałam ulicami Londynu i trafiłam pod jej słynny filmowy adres. Stałam tam, a los pewnie szeptał mi za plecami: „Dziewczyno, Ty też kiedyś napiszesz własny pamiętnik.” Nie uwierzyłabym wtedy, że to naprawdę się wydarzy. Chyba że chodziło o te pamiętniki, które pisało się mając dwanaście lat – tak, już wtedy notowałam swoje pierwsze „lekcje miłosne”, pełne dramatów na miarę wielkiej literatury i serc złamanych po trzech dniach znajomości
Kilka miesięcy później siedziałam na schodku krawężnika przed lodziarnią z kubkiem kawy, a moja siostra czytała wyrywkowe fragmenty mojego pamiętnika.
Po chwili uniosła wzrok, uśmiechnęła się i powiedziała:
– Wow, Alex! Ty jesteś, jak Bridget Jones. Tylko taka… nowoczesna i uduchowiona. Nawet wasze imiona brzmią, jakby los specjalnie to zaplanował – ona Bridget Jones, a Ty Alex.Gi.
Roześmiałyśmy się obie, ale w duchu pomyślałam: Kurczę, coś w tym jest. Bo serio – coś jest w tej kobiecie, która wciąż się potyka, ale zawsze wstaje. Kiedyś też zapisywałam kalorie, analizowałam SMS-y i szukałam „tego jedynego”. Dziś zapisuję wdzięczności, analizuję znaki od Wszechświata i szukam siebie – z tą samą dawką autoironii, ale z odrobiną kadzidła i afirmacji w tle. Kiedyś szukałam księcia. A dzisiaj wiem, że życie jest o wiele ciekawsze, kiedy zaczynasz współpracować z czymś większym niż Tinder owy algorytm.

Alex.Gi też Cię rozbawi!
Śmiałaś się przy Bridget Jones, prawda? Obiecuję Ci, że czytając mój pamiętnik, nieraz uśmiejesz się po pachy. Nie dlatego, że próbuję ją naśladować – po prostu sama jestem zabawna.A jeszcze zabawniejsze są historie, które mi się przydarzyły (choć niektóre z nich wtedy wcale mnie nie śmieszyły 😅).
Może właśnie dlatego mój pamiętnik jest tak wyjątkowy. Bo jestem w nim szczera do bólu. Nie owijam w bawełnę, nie udaję Bridget – po prostu piszę, jak było. W końcu, po tylu latach nieudanych związków, żeby dotrzeć do prawdy, musiałam być wobec siebie brutalnie szczera. I Wyszło z tego coś całkiem zabawnego. Zabawnego, ale też pełnego wniosków, które – jak się okazało – trafiają prosto w sedno. Oprócz śmiechu będzie tu też od czasu do czasu całkiem smutno.
W końcu – piętnaście lat nieudanych związków kosztowało mnie sporo łez. Pewnie dałoby się je zmierzyć w hektolitrach.
Do dziś czasem zastanawiam się, skąd we mnie te niekończące się pokłady pozytywnego myślenia i entuzjazmu. Chyba to ta moja uparta wiara w dobre intencje Wszechświata. Wciąż wierzę, że gdzieś tam czeka na mnie ta jedyna, wymarzona miłość.
Ups… zapomniałam dodać, że – na wypadek, gdyby się jednak nie pojawiła – już sama kupiłam sobie obrączkę. I pierścionek zaręczynowy też. 😅 Pomyślałam po prostu, że skoro żaden mężczyzna nie kwapi się, żeby zrobić mi tę przyjemność, to zrobię to sama – w końcu Alex.Gi też zasługuje na happy end, nawet jeśli musi go sobie napisać własnoręcznie (i jeszcze dobrać do niego manicure).
Bo przecież najważniejsze to być szczęśliwą ze sobą – a wtedy reszta jakoś się ułoży, prawda?
Dziękuję, że przeczytałaś (albo przeczytałeś) mojego bloga.
Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – w mojej książce
„Sekret nieudanych związków. Pamiętnik Alex. Gi”.
Obiecuję, że będzie warto.
A jak nie – to stawiam Ci kawę! ☕💋.
Z czułością i przymrużeniem oka,
Alex. Gi